W ramach eksperymentu postanowiłem wypić kilka rodzajów E.D. różnych firm, w sumie były tylko 4 puszki. Niewiele, lecz wystarczająco aby napędzić stracha. Niespodziewanie eksperyment przeciągnął się do dnia następnego (niedziela - rozpoczęty został w sobotę podczas wyjazdu). Sobota minęła bez komplikacji to znaczyło, że kłopoty mogą dopiero nadejść, co faktycznie się stało. Pech chciał, iż poszedłem do kina. Kurwa jak ja nie lubię tego typu sytuacji. Rano jest super, ekstra, zajebiście. Kwadrans później człowiek jest bliski zejścia. Wyjaśniając: gdy dotarłem do kina było wszystko okey. Kupiłem bilet, usadowiłem się wygodnie na wybranym miejscu. Start filmu. Jeszcze wszystko okey. Nadmienię, że w sali kinowej było z 10 os. Wtedy rozpoczęła się właściwa akcja. Tętno przyspiesza do granic możliwości, w łebie dziwne wiry....Stan dziwny....Ciemność.....Tętno ciągle przyspiesza.....Nie wiem co się dzieje....Help....Kurw......Nic.
Jakimś kolosalnym cudem dochodzę do siebie. Szok. Wykonanie kilka telefonów. Odpowiedź: E.D zeszły.
Ja pierdole! Żeby tak po jakiś jebanych Edkach. Jeeeessst czad. Prawdę powiedziawszy spodziewałem się raczej sraki lub czegoś w ten deseń, ale nie takiego stanu. Ok, sam chciałem to mam. Przyznam się. Nie jadłem śniadania, żeby nie zasnąć na filmie to oczywiście walnąłem 2 Edki.
Aha w kinie nikt nie zwrócił uwagi. Kochajmy obojętność.
niedziela, 23 stycznia 2011
środa, 19 stycznia 2011
Nie wierzę......Całkiem prawdopodobne
Wiara podobno czyni cuda. Wiara potężną ma moc. Wiara, wiara, wiara, wiara...Jest tylko pustym terminem wypaczonym przez lata. Ludzie od lat wierzą w różnego rodzaju zabobony, losy na loterii, Boga i inne rzeczy, w które winno się wierzyć. Przeanalizujmy temat szerzej: Czy wiara w czymś pomaga? Czy w takim razie nie-wiara jest zła?
Na pierwsze pytanie odpowiedź jest wręcz oczywista - Tak, wiara pomaga przetrwać kryzysy, pomóc zrozumieć jakieś niezrozumiałe fakty, staje się usprawiedliwieniem dla niemocy, gdyż wierzę, że będzie lepiej. Tu wyrasta mit siły sprawczej; jeśli będę wierzył, że coś osiągnę to na pewno tak się stanie. Otóż nie, jeśli nie zacznę pracować to nic nie dostanę, a tym bardziej nic się nie zrobi samo. Tu zaś wkracza kwestia nie-wiary czyli najogólniej mówiąc kwestia własnoręcznej pracy. "Nie wierzę, że samo się stanie wiec robię wszystko aby to osiągnąć." Niby oba terminy się nie wykluczają - można pracować i jednocześnie wierzyć. Tak nawet byłoby poprawnie. Zgodnie z naukami pobieranymi na różnych szczeblach edukacji. Pracuję i wierzę, wierzę i pracuję.
Wiara w pewnym stopniu zamyka nam drogę do sukcesu. Musimy przestrzegać reguł ustalonych w zamierzchłej przeszłości. Nie można grać nie fair, gdyż jest to złe. Co w tedy jeśli zagranie niezgodne z przepisami jest wręcz konieczne do osiągnięcia sukcesu? Zgodnie z naukami należy wtedy odpuścić i czekać, wierzyć.....Możliwe, że po 20 latach uda się osiągnąć upragniony cel. Albo zagrać tak jak wymaga tego świat.
Jeśli chodzi o kwestię zasad moralnych to każdy powinien takowe posiadać, lecz nie mogą one kolidować z dążeniem do sukcesu. Wg piramidy potrzeb Maslowa wysoką pozycję zajmuje potrzeba samorealizacji.
Decyzję każdy podejmie sam. Oczywiście te rozważania dotyczą relacji jakie zachodzą pomiędzy wiarą, a samorealizacją zawodową.
Na pierwsze pytanie odpowiedź jest wręcz oczywista - Tak, wiara pomaga przetrwać kryzysy, pomóc zrozumieć jakieś niezrozumiałe fakty, staje się usprawiedliwieniem dla niemocy, gdyż wierzę, że będzie lepiej. Tu wyrasta mit siły sprawczej; jeśli będę wierzył, że coś osiągnę to na pewno tak się stanie. Otóż nie, jeśli nie zacznę pracować to nic nie dostanę, a tym bardziej nic się nie zrobi samo. Tu zaś wkracza kwestia nie-wiary czyli najogólniej mówiąc kwestia własnoręcznej pracy. "Nie wierzę, że samo się stanie wiec robię wszystko aby to osiągnąć." Niby oba terminy się nie wykluczają - można pracować i jednocześnie wierzyć. Tak nawet byłoby poprawnie. Zgodnie z naukami pobieranymi na różnych szczeblach edukacji. Pracuję i wierzę, wierzę i pracuję.
Wiara w pewnym stopniu zamyka nam drogę do sukcesu. Musimy przestrzegać reguł ustalonych w zamierzchłej przeszłości. Nie można grać nie fair, gdyż jest to złe. Co w tedy jeśli zagranie niezgodne z przepisami jest wręcz konieczne do osiągnięcia sukcesu? Zgodnie z naukami należy wtedy odpuścić i czekać, wierzyć.....Możliwe, że po 20 latach uda się osiągnąć upragniony cel. Albo zagrać tak jak wymaga tego świat.
Jeśli chodzi o kwestię zasad moralnych to każdy powinien takowe posiadać, lecz nie mogą one kolidować z dążeniem do sukcesu. Wg piramidy potrzeb Maslowa wysoką pozycję zajmuje potrzeba samorealizacji.
Decyzję każdy podejmie sam. Oczywiście te rozważania dotyczą relacji jakie zachodzą pomiędzy wiarą, a samorealizacją zawodową.
Fenomen dr. House
Wystarczy trochę poszukać a znajdziemy mnóstwo informacji na temat jednego z najsłynniejszych serialowych lekarzy. Mnie interesuje, na czym polega jego fenomen. Jak człowiek odpychający, chamski, cyniczny może wywoływać, aż tyle skrajnych emocji? Jednocześnie jest nienawidzony i ubóstwiany. To wszystko dzięki specyficznemu podejściu do życia. Wszystkie jego decyzje na pierwszy rzut oka wydają się pozbawione sensu, aby później nabrać nowego znaczenia. Tak wygląda jego postępowanie w pracy. Każdy chciałby być, chociaż jeden dzień takim Housem. Przekroczyć pewne granice, które są nieprzekraczalne. Nie jest tajemnicą fakt o uzależnieniu Grega od vicodniu (silny środek przeciwbólowy). To czyni go jeszcze bardziej ludzkim. Bohater też ma wady a nie tylko same zalety. Istotnym elementem wpływającym na fenomen tego serialu jest ekipa lekarzy. Ciągłe spory i dominacja Grega to jest to, co przyciąga ludzi przed ekrany TV. Każdy z bohaterów tego serialu jest wyjątkowy na swój sposób. To z kolei jest doskonałą areną do potyczek słownych. I tu dochodzimy do sedna sprawy- HUMOR Housa. Dzięki tym tekstom ten serial i ta postać na stałe wpisała się do masowej kultury. Nie wyobrażam sobie życia bez Housa. Lubię ten typ humoru. Inteligentny, subtelny jednocześnie chamski, prostacki. Te wszystkie cechy łączy ta postać. Humor szczególnie jest widoczny w momencie kompletowania nowego zespołu (obecnie leci w TV). Każdy odcinek naszpikowany jest rewelacyjnymi tekstami i motywami. Moim ulubionym motywem jest sprawdzenie, co jest po drugiej stronie (będę o tym pisał) oraz porwanie gitary.
House jest genialnym materiałem do licznych analiz. Tyle, jeśli chodzi o samą postać. Wspomnę jeszcze o książkach związanych z serialem i "filozofią Housa". Są już dostępne na rynku.
House jest genialnym materiałem do licznych analiz. Tyle, jeśli chodzi o samą postać. Wspomnę jeszcze o książkach związanych z serialem i "filozofią Housa". Są już dostępne na rynku.
czwartek, 6 stycznia 2011
Nowy Rok, a więc
Nowy Rok trwa już kilka dni, więc czas coś napisać. Nie mam specjalnych oczekiwań jeśli chodzi o 2011r. Ok, piszę maturę, mam egzamin na sędziego, trzeba pomyśleć o studiach. Trochę roboty się znalazło...
Ehh..co począć? Zakasać rękawy i do roboty ;) Ale jest tyle ciekawszych rzeczy, niż siedzenie nad książkami....Do maja jest trochę czasu, więc biorę się za sędziego. Ot, takie postanowienie. Realizacja jeden z pasji.
Ehh..co począć? Zakasać rękawy i do roboty ;) Ale jest tyle ciekawszych rzeczy, niż siedzenie nad książkami....Do maja jest trochę czasu, więc biorę się za sędziego. Ot, takie postanowienie. Realizacja jeden z pasji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)