niedziela, 31 stycznia 2010

Skoki Narciarskie A.D.10

Kiedyś skoki przyciągały przed telewizory miliony widzów. Głównie za sprawą sukcesów naszego Orła z Wisły. I tak przez lata rodzili się eksperci odnośnie tej dyscypliny sportu. Dzisiaj skoki to podrzędny sport, który za miast przyciągać to odpycha (nie sam sport, lecz alternatywa w postaci innych programów). Wszystko dzięki skomplikowaniu punktacji. Ja nigdy nie byłem wielkim fanem skoków narciarskich. Oglądałem, bo Małysz wygrywał. Teraz po zmianach w przyznawaniu punktacji uważam, że ten sport osiąga dno. Pojawiły się punkty za "belkę" i "wiatr". W pierwszym przypadku to z im niższej rozpoczynasz tym masz więcej punktów dodatnich na starcie (oczywistym jest, że punkty ujemne ma skoczek rozpoczynający z wyższej belki). Z wiatrem chodzi najprościej mówiąc- wieje dobrze punkty minusowe. Jak wieje do dupy to punkty dodatnie. To wszystko się sumuje a następnie odejmuje czy dodaje- chuj to raczy wiedzieć.

Sam komentator powiedział przed zawodami ""proszę przygotować kalkulatory"". Pytam się, po co aż takie zmiany? Sport ma być zrozumiały i klarowny. W praktyce wygląda to tak. Skoczek skacze 210m na mamucie i zajmuje miejsce 20. Inny 185m i jest w pierwszej dziesiątce. Porąbane jak projekt ustawy. Nie mnie decydować o słuszności zmian. Z punktu widzenia przeciętnego widza to komplikuje i zabiera pewną radość z oglądania skoków. Pamiętam jak Małysz skakał to dmuchało się w ekran telewizora, aby miał lepszy wiatr. Teraz ta kwestia wymaga przemyślenia. Czy jeśli wiatr będzie "za dobry" to wtedy dużo straci. To lepiej nie "dmuchać" czy jednak "dmuchać"?! Co jest bardziej korzystne skakać z wyższej czy niższej belki startowej? Paranoja! Dlatego przestaje powoli oglądać skoki narciarskie...

piątek, 29 stycznia 2010

To nie tak.

Zawsze łatwiej z prądem iść
byle jak, byle żyć, byle cicho siedzieć
Mądry i rozsądny to taki co nie chce nic
woli mało wiedzieć
Nie wychodzi z cienia miły do znudzenia
bliski zachwycenia, kiedy zaliczony dzień

Czemu jeszcze tacy są jakby co to się gną,
nie podnoszą głowy
Beznadzieją żyją, bo dobrze im tylko z nią
każdy jednakowy
Łatwiej z nijakimi, lecz Ty nie chodź z nimi
Kto popłynie ginie, szarą masą stanie się

Walcz, po to żyjesz
Walcz, by zachować jeszcze twarz
przecież jedną tylko masz na zawsze
Nie, nie poddawaj się
przecież nie jest jeszcze źle
kiedy w oczy możesz sobie patrzeć  

Mądry zawsze z wiatrem gna
Kłania się, wódę chla z tymi przy korycie
Do kotleta panom gra, szczerzy kły
Przecież ma ustawione życie
Każda stawka mała, by dać za nią ciała
Byś nie pojął tego, kiedy z tobą skończą już Ira- Walcz

wtorek, 26 stycznia 2010

Nudyyy

Nie opłaca się chorować. Nie chodzi mi o koszty związane z różnymi lekami. Chodzi mi o wszechobecną nudę. Nic nie można robić (przynajmniej przez kilka dni). Trzeba się podleczyć dopiero wtedy można wychodzić. Co można w takim razie robić w domu? Posprzątać? Chwilowa rozrywka. Przeczytać książkę? Obecnie nie mam żadnego ciekawego tytułu-odpada. Pozostaje, więc rozrywka masowa, czyli komputer. Odkryłem ciekawy serwis z filmami online. Za jedyne parę złotych mogę oglądać filmy bez limitu. Propozycja kusząca wiec postanowiłem skorzystać. Głównym powodem była nuda. W domu nie mam specjalnie, co robić. Wracając do serwisu- nie kłamali. Faktycznie za kilka złotych mam dostęp do wszystkich filmów. Rozrywka na pare naście godzin jak nic. I tu pojawia się kolejny problem. Oglądanie filmów po pewnym czasie staje się nużące. To, co miało sprawiać przyjemność, być odpowiednią rozrywką okazało się męczące. Filmy same w sobie są ciekawe. Pierwszy dostarczył należytej rozrywki, lecz kolejne, mimo, że to hity nie budziły takich emocji. Człowiek jest istotą społeczną, dlatego najlepiej ogląda się filmy w gronie przyjaciół. Mam tendencję do komentowania tego, co dzieje się na ekranie. Niestety to już nie jest taką fajną rozrywką. Ponownie po pewnym czasie ciekawa inicjatywa staje się nudna. Dlatego uważam, że aby chorować trzeba mieć dużo zdrowia.

niedziela, 24 stycznia 2010

Zmiany ponownie

Każda decyzja niesie za sobą konsekwencje. Moją niedawną decyzją była zmiana instruktora. Jednym z powodów były koszty. Nowszy powiem to brutalnie jest tańszy. Zwraca uwagę na pojawiające się nieliczne błędy. Uczy jak jeździć płynnie w ruchu miejskim. Atmosfera też jest zdecydowanie inna- nie ma wcześniejszego luzu. Jest konkretny cel, jaki chcę osiągnąć i to jest istotne. Inny samochód, wszystko inne. Co do wcześniejszego instruktora to nie mam zastrzeżeń. Współpracę wspominam w samych superlatywach. Bardzo dużo się nauczyłem. Mam nadzieje, że ta zmiana wyjdzie mi na dobre i nie będę jej żałować.

Kolejną istotną zmianą jest zmiana stomatologa. Cóż dla mnie to istotna zmiana zważywszy na to, że na fotelu wcześniejszego spędziłem duuużo czasu. Powody tej zmiany są zgoła inne. Bardziej skomplikowane.

Wolność słowa

Coraz bardziej przekonuję się, że to tylko pusty slogan. Niedawna afera z postawieniem zarzutów dla dwóch dziennikarzy, (TVN24 i Radia Zet). Podobno złamali tajemnicę. Prawdę powiedziawszy nie zdziwi mnie, jeśli to będzie tylko pokazówka ze strony prokuratury. Niby w naszym kraju jest pełna wolność słowa- każdy może mówić, co się mu podoba. Fakty jednak temu przeczą. Wystarczy uważniej prześledzić historie a znajdziemy mnóstwo dowodów jak ta zasada zostaje złamana. Nawet w życiu codziennym nie wolno wyrażać swoich opinii, bo istnieje szansa, że się to komuś nie spodoba. Na szczęście są u nas ludzie, którzy nie boją się wyrażać swojego zdania. Jako przykład podam chociażby Kubę Wojewódzkiego, Tomasza Sekielskiego, Wojciecha Cejrowskiego. Każdy z nich reprezentuję swój własny styl komentowania wydarzeń. Ich wspólną cechą jest owa odwaga.
Nie należę do ludzi, którzy łatwo ulegają trendom, dlatego moje poglądy mogą wydawać się niekiedy mniej lub bardziej kontrowersyjne.

środa, 20 stycznia 2010

Agrrrr

To jest czysta kpina! Kurwa. Jak można tak wkurzyć człowieka. Ja pierdole- paranoja. Tak to jest, gdy dojdzie do kumulacji wielu czynników negatywnych. Pierwszym czynnikiem było wypadnięcie autobusu i konieczność czekania 20 jebanych minut (rano jest zimno). Kolejny czynnik to droga do szkoły. Chodniki się odśnieża takim przyrządem jak łopata. Niestety są ludzie ograniczeni, którzy tego nie wiedzą. Dalej to kartkówka z matmy. Niezapowiedziana tak dla zdrowia.

Odnośnie zdrowia to punktem kulminacyjnym, było szczepienie. Nienawidzę szczepień! Wolę iść do stomatologa niż na szczepienie. Charakterystyczny zapach już na wejściu informuje gdzie się znalazłem. Czy oni nie wiedzą, co to jest wywietrzenie pomieszczenia? Tak niewiele potrzeba, aby pacjent poczuł się lepiej. Porównując to do wizyty u dentysty to poziom stosunku do "klienta" jest chamski. "Proszę tu, przygotować się." Polska służba zdrowia. Wystarczy trochę życzliwości i od razu będzie lepiej. Stomatolodzy ku mojemu zaskoczeniu to jedyna grupa lekarzy, co, do której nie mam żadnych, „ale". Następnym elementem był kierowca autobusu i jego dość ciekawa akacja na trasie (widać nie tylko ja byłem wkurwiony tego dnia). Ostatni element to sople zwisające z dachów. Jeden spadł. Kilkanaście centymetrów ode mnie. To przegięcie. Gdzie są ciule odpowiedzialne za tego typu sprawy? Czy musi dojść do wypadku, aby administracja zwalczyła problem sopli? Wystarczy tylko chwila roboty i po problemie.

Kończąc optymistycznie wystarczy niewiele, aby pomóc drugiej osobie. Nawet głupie dojście do sklepu może okazać się wielkie.

niedziela, 17 stycznia 2010

Jeśli coś tam....

Załóżmy jesteś w sytuacji bardzo złej
Powiedzmy toniesz i nadzieji coraz mniej
Wokół wołają szkoda chłopa był na schwał
I podpuszczają żebyś szybciej nura dał
To nie koniec twój uwierz mi
Nie musi być już po tobie
Jeśli coś tam kochasz Jeżeli serca masz trochę
I ocalisz wśród tłumu Odrobinę rozumu
Załóżmy dalej, że wybrałeś marny los
A własne ego nokautuje cię jak cios
Nic do roboty nie znajdujesz w życiu swym
Oprócz ochoty raz a dobrze skończyć z tym
Zawsze szansę masz podnieść się
I stanąć na równe nogi- Lady Pank

To niezwykłe jak mimo upływu czasu tekst jest nadal aktualny. Wszystko jest zawarte w tym utworze. Przesłanie: Pośród innych ludzi (owego tłumu) należy być sobą.

sobota, 16 stycznia 2010

Wizyta Duszpasterska.

Rokrocznie nasze domostwa odwiedzają kapłani z błogosławieństwem. Rokrocznie wizyta wygląda w podobny sposób. Celem tych wizyt (pomijając błogosławieństwo) jest dowiedzenie się jak żyją parafianie. Mam tylko jedno małe, ale.....Po co? Ok. Błogosławieństwo jest istotną sprawą. Chodzi mi bardziej o powiedzmy druga część wizyty-rozmowę z mieszkańcami. Wiadomo, że dla ludzi może to być mały problem. Dlatego coraz więcej rodzin rezygnuje z tego typu odwiedzin. Statystki potwierdzają moje słowa. Nie chęć może wynikać z dwóch zasadniczych powodów. Pierwszym to jak wiadomo przeważnie są pieniądze. Przecież trzeba coś dać księdzu. Drugim powodem jest owa rozmowa. To właśnie ta rozmowa najbardziej zniechęca parafian do odwiedzin Duszpasterskich. Wiadomo, jeśli ktoś jest "gościem" w kościele to zostanie zadane pytanie, „dlaczego". I tu właśnie pojawia się problem polegający na odpowiedzi, która nie zawsze jest łatwa. Potem są kolejne pytania. Tak myślą niektórzy, dlatego wolą unikać Wizyt. Rzeczywistość często zaskakuje. Rozmowy bardzo rzadko dotyczą tego typu spraw. W większości przypadków są to normalne dyskusje na różne tematy niekoniecznie związane z kościołem. Często poprzez taką rozmowę można poznać przykładowo pasję danego Księdza. Wszystko zależy od danego kapłana.

czwartek, 14 stycznia 2010

Detroit-salon

Wcześniej myślałem, że to jakiś absurd bez szans na realizację jednak życie ponownie lubi zaskakiwać. Tym razem chodzi o ekologię w motoryzacji. Wszyscy widzimy jak ceny paliw ulęgają ciągłym zmianom. Dlatego koncerny motoryzacyjne rozpoczynają wdrażanie samochodów hybrydowych (wg mnie jedyne sensowne i realne wyjście). Salon w Detroit słynący niegdyś z prezentacji supersamochodów o jeszcze mocniejszych jednostkach napędowych niestety uległ trendom proeco. Nie, nie, nie! Ja tego nie chcę! Gdzie samochody z silnikami v8, v6? Gdzie amerykańskie muscle car? Tak oto prawdziwa motoryzacja umiera... Smutne dla prawdziwego fana tego niepowtarzalnego gangu legendarnych silników. Pamiętam jak po raz pierwszy usłyszałem ten dźwięk, tą melodie. Coś pięknego! Można wręcz wyczuć w powietrzu, że ten samochód chce jechać. Drgania, jakie powoduje silnik są niedopisania. Obawiam się, że za kilka lat pozostaną jedynie wspomnienia po tych silnikach.


Ochrona środowiska jest sprawą istotną. Tylko, dlaczego musi się to odbywać kosztem motoryzacji? Skoro jej wpływ na środowisko jest znikomy. Budując samochody eko pozbawiamy siebie radości, jaką daje jazda samochodem. Tej dzikiej satysfakcji, kiedy zostawiamy za plecami innych.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Musisz uwierzyć...

Wciąż myślisz, że nie udaje się, Rządzi Tobą gniew
Wciąż myślisz jak zmieniać własny świat
Perspektywy brak Zostałeś sam Zgubiłeś sens
Znalazłeś strach Za długo trwa beznadziejny stan
Ta beznadziejna gra

Musisz uwierzyć
Że warto żyć, choć czasem brak Ci sił
Musisz uwierzyć, Że jeszcze masz przed sobą dobre dni
Musisz zrozumieć, Że każdy dzień jest najważniejszym dniem
Nie mogę dłużej Nie mogę patrzeć jak zadręczasz się

Już tyle lat Walczy z Tobą świat Nie masz żadnych szans
Wciąż pytasz się Nie odpowiada nikt Nie odpowiada wiatr
Wstań, chodź Zabiorę Cię do takich miejsc
Gdzie masz swój dom Wstań, chodź
Pokażę Ci, co możesz mieć, Co możesz z życia wziąć
By odkryć własny ląd- Szymon Wydra & Carpe Diem


Można powiedzieć, że ta piosenka jest wyjątkowo banalna. Faktycznie jest taka na pierwszy rzut oka. Po dokładniejszym przemyśleniu nabiera nowego znaczenia. Jest budująca-dostarcza nowych sił na walkę z przeciwnościami losu. Ostatnio coraz częściej brakuje mi motywacji. Dekadencka postawa, porażki- nie dostarczają powodów do radości a wręcz przeciwnie. Już tyle razy chciałem powiedzieć pass...Koniec... Niestety nie mogę tego zrobić. Zawsze trafiam na pozornie proste rzeczy, lecz te rzeczy dostarczają nowych sił i energii. Tak właśnie jest z tą piosenką. Mam w dupie, kto jest autorem. Liczy się przesłanie...Do działania. Trzeba się poskładać zapominając o niepowodzeniach i ruszać dalej..... Zdobyć świata szczyt....

niedziela, 10 stycznia 2010

WOSP po raz 18


Super! To cudowne jak cały kraj w tym jednym dniu daje się porwać jednemu człowiekowi, jednej sprawie, jednego dnia. Nie tylko gwiazdy, ale przede wszystkim zwykli ludzie. Kolorowe miasta, liczne koncerty, dziwne licytacje to tylko wybrane atrakcje tegorocznego finału. I tak od 18 lat. Nie chcę myśleć jak wyglądałby szpitale gdyby nie fundacja, która dostarcza sprzęt z najwyższej półki. Muszę wspomnieć też o ludziach, jakim Orkiestra pomaga. Rewelacyjna sprawa. Jeden Dzień a tyle dobrego się dzieje. Coś niebywałego! Przykładem takiego pozytywnego szaleństwa jest jedna z licytacji- gwiazdy komedii Ciacho posprzątają mieszkanie. SZALEŃSTWO!!

Jeśli człowiek często bywa przedmiotem rozmowy, stanie się wkrótce obiektem krytyki.

Te słowa wypowiedział Immanuel Kant. Niestety muszę przyznać rację. Im częściej tematy rozmów dotyczą jednej persony tym łatwiej ją krytykować, wytykać błędy. Szczególnie w takim społeczeństwie jak to, w którym żyjemy. Krytyka odnosi pozytywny skutek, kiedy jest prawdziwa a niewymuszona (realiami). Upierdolić kogoś jest łatwo. O wiele trudniej jest powiedzieć coś miłego. To wymaga umiejętności zrozumienia drugiej strony. Strony, która może mieć racje i słusznie broni swojego stanowiska. Osoba krytykująca najczęściej nie dostrzega swoich wad. Próbuje dopasować realia otaczającego świata pod "swoje" wzorce postępowania. Dlatego wyróżniam dwa rodzaje krytyki. Pozytywna-gdzie celem jest wskazanie miejsc gdzie robimy błędy, oraz negatywna- celem jest czepianie się wszystkiego. Jak sobie radzić z krytyką negatywną? Cóż najlepsze rozwiązanie jest zarazem najprostszym. Należy pierdolić krytykanta. Polemika nie wchodzi w grę. Szkoda czasu. Kolejnym istotnym aspektem jest sposób postrzegania krytyki. Jest to całkowicie subiektywne odczucie. Dla jednej osoby krytyka jest pozytywna dla drugiej ta sama może być tą negatywną. Przykład indywidualnego postrzegania świata przez każdego człowieka. Niemniej krytyka pełni ważną rolę w życiu.

sobota, 9 stycznia 2010

Ciacho!

Łoł! Było warto! Faktycznie to jest pierwsza polska komedia- robiona w stylu pseudoamerykańskim. W filmie tym zobaczymy plejadę gwiazd, ale o tym później. Idąc na ten film miałem dużo obaw czy ten nie podzieli losów innych polskich produkcji- będzie chujowy. Na szczęście okazało się kompletnie inaczej. Duży wpływ miało odpowiednie podejście. Zakładałem, iż ten film będzie porażką. Rewelacyjne efekty specjalne, ciekawie "pomyślane" dialogi i to, co najważniejsze cięty i cholernie ostry humor. Nie zabrakło oczywiście takiego elementu jak kryptoreklamy. Przykładowo jedna z bohaterek porusza się Infiniti FX50 (marka tych samochodów wchodzi na polski rynek), kolejny to "zielony stwór" (zapomniałem jak to ustrojstwo ekologiczne się nazywa- grunt, że polski). Idealny film na taka pogodę. Pozytywnie zaskoczył mnie poziom akcji. Jako, że to polska produkcja były elementy nużące, lecz w małej dawce pozwalające na odpoczynek i powrót do głównego wątku. Co do fabuły- przemilczmy. Jaka jest każdy zobaczy. To komedia wiec może być....naciągnięta. Grunt, że zabawa była przednia. Poziom gry aktorskiej- rewelacja! Szczególnie postacie zagrane przez Pawła Małaszyńskiego i Tomasza Kota jaki Karolaka. Komedia godna polecenia jeśli szukamy czegoś łatwego i przyjemnego.
>>>>>Idąc na ten film wspieramy WOŚP!!!!!!!<<<<<

środa, 6 stycznia 2010

Stresik

Nie dać się zwariować. Spokojnie to tylko egzamin. Jak się nie uda tym razem to zawsze pozostaje kolejne podejście. Kur...Nie mogę sobie na to pozwolić! Jestem przygotowany. Lepiej nie będę. Wystarczy odrobina opanowania. Egzaminator to podobno człowiek. Spokojnie. W chaosie należy znaleźć coś, co uspokaja. Tylko jak? Wszystko przez podwójny stres. Pierwszy to sam egzamin. Drugi spowodowany jest o dziwo nagrodą, którą dostanę, jeśli zdam za pierwszym razem. Dlatego chcę zdać. Wiem, że dam radę. Wierzę a wiara czyni cuda. Tak jest zawsze przed każdym egzaminem. Tym razem jest jeden plus. Gdy wsiądę do samochodu stres minie. Ja uwielbiam jazdę samochodem, lecz do tego jest potrzebne prawo jazdy.

wtorek, 5 stycznia 2010

Powiedzmy...

Małe podsumowanie odnośnie przyjaciół. Kim są, dlaczego są oraz to czy są naprawdę ważni. Przyjaciele to osoby...Yyy....Eee.....No właśnie, jakie? Każdy definiuje przyjaciół według własnego wzorca. Dla mnie "przyjaciele" to ludzie, z którymi mogę być całkowicie szczery, czuję się swobodnie bez udawania czegokolwiek można liczyć na akceptację. Jak trzeba to opierdolą. Innym razem potrafią wysłuchać tego, co mam do powiedzenia. To jest w szczególności trudne zważywszy na mój charakter i ogólny sposób wyrażania czegokolwiek (to się nazywa chyba emocje?) a właściwie to brak okazywania takowych rzeczy. Przykładów jest wiele.... Na pytanie, dlaczego sa to odpowiedziałem już wcześniej. Czy są ważni- też to poruszałem wielokrotnie. Wystarczy poszukać a to nie jest aż takie trudne. W tym chaosie brakowało podsumowania teraz już jest.

"I trzeba być wielkim przyjacielem i mocnym przyjacielem, żeby przyjść i przesiedzieć z kimś całe popołudnie tylko po to, żeby nie czuł się samotny. Odłożyć swoje ważne sprawy i całe popołudnie poświęcić na trzymanie kogoś za rękę"

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Kawał historii (seriale)

Mowa o starych serialach. Każdy ma swoje ulubione z lat dzieciństwa. W dziwnych latach '90 nie interesowała mnie fabuła, poziom gry aktorów czy tam inne bzdety, na które teraz zwracam uwagę. Wtedy to było.....Kilka moich perełek, o które toczyła się prawdziwa walka. Grom w raju-, o co chodziło? Nie pamiętam..... Wiem, że grał tam Tery "Hulk" Hogan chyba ekskomandos. Pływali na super wypasionej motorówce. Kolejny klasyk to Renegat-policjant oskarżony o zabójstwo żony. Postanawia szukać sprawiedliwości na własna rękę. Aby zdobyć kasę zostaje łowcą nagród. Zatrudnienie znajduje w "firmie" swojego przyjaciela Indianina. Naciągane jak guma do majtek, ale się oglądało każdy odcinek. Moim ulubionym był serial Najemnicy. Opowiadał o życiu ekskomandosów (motyw przewodni seriali lat '90.) Pracujących na zlecenie milionera (podobno pracownik rządu USA). Wykonują misje tam gdzie armia nie chce się angażować oficjalnie. Serial genialny. Jako jedyny trzymał jako tako realia oddziałów specjalnych. (Filmy o jednostkach specjalnych powstałe w tym czasie to chujnia, jakich mało-zero jakiejkolwiek sztuki wojennej. Nic) Jeszcze należy wspomnieć o takim serialu jak Arwolf- śmigłowiec i specgrupa ratująca świat.

Co jeszcze? Drużyna A, Nieustraszony, Roswell (genialny serialik- wciągający), Archiwum X, Jezioro marzeń (oglądałem a co), Viper ( jeden z nowszych w zestawieniu- samochód zmieniający się w super wóz, oczywiście musiał go prowadzić super kierowca pracujący w tajnej spec grupie), słoneczny patrol i wiele innych.

O te seriale toczyła się prawdziwa wojna. Miałem w dupie gre aktorów, schematyczność, powtarzalność, liczne niedociągnięcia i przekłamania. Pierdoliłem to! Najistotniejsza była możliwość spotkania bohaterów. Szkoda, że żadna telewizja nie chce emitować tych klasyków. Warto. Jeden z nowszych w tej liście Roswell. Serial nie banalny, ciekawy, wielowątkowy. Kurwa! Na tych serialach można powiedzieć, że się w pewien sposób wychowywałem.

niedziela, 3 stycznia 2010

Ignorować codzienny zakurw

Tak. Ja mówię dość. Czas zwolnić. Przynajmniej na chwilę. Codziennie zapierdalamy jak małe trybiki w wielkiej maszynie. Rano wstajesz. Szkoła/Praca. Dom. A w domu dalsza część roboty. Po odkurzać trzeba, wynieść śmieci, z kotem do weterynarza, bo jest termin szczepienia. Jeszcze trzeba się nauczyć na jutro. Kolejny dzień wygląda podobnie. Przebrane jest, kiedy do grafika trzeba dodać jakieś wizyty u lekarza czy tam dentysty. Kompletna dezorganizacja. Tak wygląda życie w mieście. Ja powiem jedno-Uwielbiam to!!

To jest to! Życie na wysokich obrotach. Każdego dnia. Zmęczenie? Jest, lecz niewielkie. Trzeba umieć ładować akumulatory. Rozrywka w postaci pogadania z przyjaciółmi, wypad w góry lub na wieś najlepiej naładuje padnięte baterie. Grunt by było aktywnie i śmiesznie! Jednak nie zawsze da się zorganizować spotkanie czy wypad wtedy należy ignorować zakurw. Przespać, przeczekać do poniedziałku, kiedy maszyna na nowo odpali. Trudne? Wcale, że nie...Ja lubię ten pozorny chaos. Motywacja do działania zawsze jest taka sama...

piątek, 1 stycznia 2010

"Co się stało, w Nim było życiem."

Czyż Nowy rok nie jest jak pierwsza strona w zeszycie. Zawsze ozdobiona, z kaligraficznymi literami, nierzadko z sentencją, mottem. Im dalej tym litery stają się bardziej kulfoniaste. Tak o to przemija rok.- Fragm. Homilii.

Warto głębiej zagłębić się w słowa homilii. To porównanie nie było przypadkowe. Nowy rok jest jak pierwsza kartka w zeszycie. Im dalej tym bardziej jesteśmy znużeni codziennymi obowiązkami. Nasz czas zostaje pochłonięty przez sprawy w gruncie rzeczy pozbawione sensu. Czy aby na pewno? Wystarczy głębiej przeanalizować ewangelię z minionego tygodnia.

1 Na początku było Słowo a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. 2 Ono było na początku u Boga. 3 Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. 4 W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, 5 a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. 6 Pojawił się człowiek posłany przez Boga 7 Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. 8 Nie był on światłością, lecz [posłanym], aby zaświadczyć o światłości. 9 Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi-Ew.J 1,1-9 Jeśli przyjąć, że słowo to Jezus. I wszystko staje się zrozumiałe
.

Nowy Rok z Dakarem.

Jak to bywa po niespodziewanej imprezie sylwestrowej nastaje ten dzień. Dzień, w, którym padają postanowienia noworoczne. Nie mam postanowień, bo i tak gówno z tego wychodzi. Każdy coś sobie obiecuje a pod koniec roku następuje rozczarowanie, że znowu nic nie wyszło z tych przyrzeczeń. Więc, po co zawracać sobie nimi głowę? Lepiej skupić się na bardziej istotnych sprawach. Każdy rok przynosi z sobą nowe wyzwania i wydarzenia.

W nowy rok jak wiadomo startuje jeden z najniebezpieczniejszych rajdów terenowych- Rajd Dakar. Tegoroczna edycja rozgrywana będzie w.....Ameryce (Argentyna konkretnie). Spowodowane jest to względami bezpieczeństwa uczestników imprezy. Co takiego jest w tym rajdzie? Wszystko! Począwszy od tego, iż trasy same w sobie są trudne pod względem długości poszczególnych etapów. Rajd Dakar jest niestety rajdem, w którym zdarzają się wypadki często śmiertelne. Dlatego startuje w nim elita kierowców rajdowych tudzież motocyklistów. Nasz kraj reprezentuje jak zawsze ORLEN TEAM. Mam nadzieje, że tym razem będzie zwycięstwo! Ja wierze w sukces!

Sylwester


Najepszego W Nowym Roku
>>>2010<<<