sobota, 31 grudnia 2011

Sylwek 2011/2012

Nie wszystko się udaje czasem się pierniczy. Miała być miła imprezka w towarzystwie, a jest....tradycyjne spotkanie z qumplami. Ehhh.....Może przeżyje. Małe podsumowanie mijającego roku: Wydarzyło się dużo złego jaki dobrego. Niektóre sprawy zostały zakończone, inne rozpoczęte. Konflikty zażegnane albo raczej wyciszone, bo za "to" obrywać będę zawsze...Taki już mój los.
Plany na Nowy Rok mam ambitne, a właściwe to takie jak zawsze. Różnica jest taka, że tym razem jest motywacja do działania.
"Muszę ruszyć z miejsca, Pójść na spotkanie własnego spełnienia.  Więc spleć palce z moimi palcami i chodź. Prowadź i daj się prowadzić Tam, gdzie czeka nas czas, Dobry czas.
Czas spełnienia."
Tako śpiewała Kasia Nosowska. Coś w tym jest jednak. Trzeba działać. Nieważne czy w sprawach dużych czy też małych. Tym pozytywnym akcentem żegnam stare i witam nowe!




Dziękuję za wsparcie w pewnym trudnym okresie........pewnemu osobnikowi.

czwartek, 22 grudnia 2011

;]

"Krwawiący anioł z wyrwanymi skrzydłami
Zasłonił słońce, zasłonił słońce
Na horyzoncie jego szkieletu cienia
Nie widać końca, nie widać końca"

środa, 21 grudnia 2011

No me gusta Navidad

Nie lubię świąt - tego całego sztucznego udawania. Święta, święta i po świętach. Co roku jest podobnie, a wręcz identycznie. Zakupy, robota w kuchni....Po co?! Czym to się różni od zwykłego posiłku? Tym, że trzeba być elegancko ubranym. Tym, że trzeba składać życzenia. Tym, że trzeba udawać sympatię. Tym, że......Nie lubię świąt i już.

Tak - jestem wściekły!!! Szkoda słów.....

czwartek, 1 grudnia 2011

Może jednak....

Może jednak mam szczęście. Taaa....Chyba tak! Foust - tą rozmowę zapamiętam na długo. Nieczęsto ma się okazję gadać z topową postacią dzisiejszych czasów, gościem, który prowadzi amerykańską wersję TOP GEAR. So much happy yeaahhh!!! Kolejny fart to możliwość poznawania ludzi z czołówki rajdowej. Zaczynając sędziowanie nie myślałem nawet, że będzie mi dane ich poznać. A tu proszę. Wspólne imprezy ;] Podoba mi się to!!!!! Szczęściarz i fuksiarz jednocześnie!! 

czwartek, 24 listopada 2011

Na kłopoty

Na kłopoty jest tylko jeden sposób. Skorzystałem. Nie żałuję. Szczera rozmowa - zawsze działa. Bez owijania w bawełnę. Sprawy zostały wyjaśnione w większości. 

środa, 23 listopada 2011

Najgorszy.

Oto Ja....Najgorszy. Zjebać, zajebać - z całą stanowczością. Bez litości - należy się. Dlatego nie lubię środy. Może i racja....Zmiana jest potrzebna. Może i tak. Ehhh....Długa lista się zrobiła nie ma co. Awantura goni awanturę. Z każdej strony atak - słuszny. Z drugiej strony to nie moja wina, że chcę zmienić klub (Klub chcę zmienić, bo w obecnym nic się nie dzieje. I tak jestem na rajdach z moją grupą, wiec nic nie stoi na przeszkodzie do formalizacji przejścia.), nie moja wina, że nie było w sklepie....A może Moja??? Kto wie...Awantura goni awanturę, sprzeczka napędza kolejną sprzeczkę. Chcesz dobrze wychodzi źle. Najlepiej nic nie robić.
Bezsensu to wszystko. To życie jednak jest gówno warte. W tym punkcie się zgadzamy.

sobota, 19 listopada 2011

Ja chcę Tam!

Chuj! Nie dało się uczyć. Za dużo roboty z radiem. Tak czy inaczej Ja chcę na kolejny rajd!!!! Z moim teamem. Tak. Chcę jeździć z Nimi. Żaden kibic nie podskoczy takiej ekipie. Sprawdzona w boju nie jeden raz, doświadczona w różnych kwestiach. Lubie Ich. Wariaty jednym słowem ;]


"Czy jest bezpiecznie na rajdzie - tak jeśli oglądasz go na youtube"

piątek, 18 listopada 2011

Poimprezowo

Nie lubię dnia następnego. Nie lubię kiedy coś się kończy. Zawsze kiedy robi się miło, fajnie to oznacza, że koniec już bliski. Nieistotne czy chodzi o imprezę czy zwykłą rozmowę. Tak jest zawsze. Wczorajsze spotkanko też. Najpierw qumple z techa. Następnie rajdowcy. Impreza się rozkręca i "Muszę jechać - jutro na rano mam." Tak samo jeśli chodzi o rozmowy. Zawsze coś. A to ehhhh......szkoda gadać...

Jutro rajd. Jutro mam zamiar się uczyć na tym rajdzie. ;]

czwartek, 17 listopada 2011

Wracam

Zapomniałem, że mam bloga. Pochłonęła mnie pasja. Znalazłem ją próbując uciec od.......No właśnie od czego? Problemy ehhhh....dawno ich nie było ;] Tak czy inaczej nadeszła pora aby coś napisać. Co też uczyniłem.

piątek, 29 lipca 2011

Obraz

Porównując do obrazu: jest tło i pierwszy plan, na którym skupia się uwaga. Co jeśli to tło jest najważniejszym elementem obrazu. Reszta schodzi na dalszy plan.

wtorek, 1 marca 2011

Jak zawsze pierdolenie na antenie

Jestem w kropce. Albo zainteresowania albo przyszłość. Trzeba zdecydować - określić jebane priorytety. Nie da się pogodzić tych dwóch rzeczy. Należy się określić! Nie da się ciągnąć tego dalej.....Kurwa....Nie chcę się jeszcze określać, tak jest dobrze - mam złudzenia, że może tak....Będę próbować to oczywiste w końcu co mi szkodzi., ale...jak tak będzie tu i tu to co wybrać? Pierdolone priorytety! Jebać jeeeeeeeee!!!! STOP! Nieee...Muszę się określić, muszę znaleźć receptę na sukces, na kasę, na życie...na wieczność...Wszystko albo nic...Pasja umiera...bankrutuje....Zwycięża kasa, bo jest dobra. To ona daje zwycięstwo. Ehhh...Gdzie broń?!

czwartek, 10 lutego 2011

Mad world

Wokół mnie same znajome twarze
Zniszczone miejsca, wyniszczone twarze
Gotowi do podjęcia codziennej gonitwy
Zmierzającej donikąd, zmierzającej donikąd
Łzami wypełniają własne szklanki
Bez wyrazu, bez wyrazu
Chowam głowę, chcę utopić własny smutek
Bez jutra, bez jutra

To troszkę zabawne
Dostrzegłem coś smutnego
Sny, w których umieram są najlepszymi
Jakie dotąd miałem
Trudno mi to Tobie powiedzieć
Trudno mi się tego podjąć
Kiedy ludzie zataczają kręgi
To jest bardzo, bardzo szalony świat, szalony świat

Dzieci czekają na dzień swojego szczęścia
Wszystkiego najlepszego, wszystkiego najlepszego
Sprawiłem, że każde dziecko wie, iż powinno
Siedzieć i słuchać, Siedzieć i słuchać
Kiedy poszedłem do szkoły, byłem bardzo zdenerwowany
Nikt mnie nie znał, nikt mnie nie znał
Witam nauczycielu, daj mi jakąś wskazówkę
Zrozum mnie, zrozum mnie

To troszkę zabawne
Dostrzegłem coś smutnego
Sny, w których umieram są najlepszymi, jakie dotąd miałem
Trudno mi to Tobie powiedzieć
Trudno mi się tego podjąć
Kiedy ludzie zataczają kręgi
To jest bardzo, bardzo szalony świat... świat
Halogenowy świat
Szalony świat

niedziela, 23 stycznia 2011

Energy Drinki - cała prawda.

W ramach eksperymentu postanowiłem wypić kilka rodzajów E.D. różnych firm, w sumie były tylko 4 puszki. Niewiele, lecz wystarczająco aby napędzić stracha. Niespodziewanie eksperyment przeciągnął się do dnia następnego (niedziela - rozpoczęty został w sobotę podczas wyjazdu). Sobota minęła bez komplikacji to znaczyło, że kłopoty mogą dopiero nadejść, co faktycznie się stało. Pech chciał, iż poszedłem do kina. Kurwa jak ja nie lubię tego typu sytuacji. Rano jest super, ekstra, zajebiście. Kwadrans później człowiek jest bliski zejścia. Wyjaśniając: gdy dotarłem do kina było wszystko okey. Kupiłem bilet, usadowiłem się wygodnie na wybranym miejscu. Start filmu. Jeszcze wszystko okey. Nadmienię, że w sali kinowej było z 10 os. Wtedy rozpoczęła się właściwa akcja. Tętno przyspiesza do granic możliwości, w łebie dziwne wiry....Stan dziwny....Ciemność.....Tętno ciągle przyspiesza.....Nie wiem co się dzieje....Help....Kurw......Nic.
Jakimś kolosalnym cudem dochodzę do siebie. Szok. Wykonanie kilka telefonów. Odpowiedź: E.D zeszły.
Ja pierdole! Żeby tak po jakiś jebanych Edkach. Jeeeessst czad. Prawdę powiedziawszy spodziewałem się raczej sraki lub czegoś w ten deseń, ale nie takiego stanu. Ok, sam chciałem to mam. Przyznam się. Nie jadłem śniadania, żeby nie zasnąć na filmie to oczywiście walnąłem 2 Edki.
Aha w kinie nikt nie zwrócił uwagi. Kochajmy obojętność.

środa, 19 stycznia 2011

Nie wierzę......Całkiem prawdopodobne

Wiara podobno czyni cuda. Wiara potężną ma moc. Wiara, wiara, wiara, wiara...Jest tylko pustym terminem wypaczonym przez lata. Ludzie od lat wierzą w różnego rodzaju zabobony, losy na loterii, Boga i inne rzeczy, w które winno się wierzyć. Przeanalizujmy temat szerzej: Czy wiara w czymś pomaga? Czy w takim razie nie-wiara jest zła?
Na pierwsze pytanie odpowiedź jest wręcz oczywista - Tak, wiara pomaga przetrwać kryzysy, pomóc zrozumieć jakieś niezrozumiałe fakty, staje się usprawiedliwieniem dla niemocy, gdyż wierzę, że będzie lepiej. Tu wyrasta mit siły sprawczej; jeśli będę wierzył, że coś osiągnę to na pewno tak się stanie. Otóż nie, jeśli nie zacznę pracować to nic nie dostanę, a tym bardziej nic się nie zrobi samo. Tu zaś wkracza kwestia nie-wiary czyli najogólniej mówiąc kwestia własnoręcznej pracy. "Nie wierzę, że samo się stanie wiec robię wszystko aby to osiągnąć."  Niby oba terminy się nie wykluczają - można pracować i jednocześnie wierzyć. Tak nawet byłoby poprawnie. Zgodnie z naukami pobieranymi na różnych szczeblach edukacji. Pracuję i wierzę, wierzę i pracuję.
Wiara w pewnym stopniu zamyka nam drogę do sukcesu. Musimy przestrzegać reguł ustalonych w zamierzchłej przeszłości. Nie można grać nie fair, gdyż jest to złe. Co w tedy jeśli zagranie niezgodne z przepisami jest wręcz konieczne do osiągnięcia sukcesu? Zgodnie z naukami należy wtedy odpuścić i czekać, wierzyć.....Możliwe, że po 20 latach uda się osiągnąć upragniony cel. Albo zagrać tak jak wymaga tego świat.
Jeśli chodzi o kwestię zasad moralnych to każdy powinien takowe posiadać, lecz nie mogą one kolidować z dążeniem do sukcesu. Wg piramidy potrzeb Maslowa wysoką pozycję zajmuje potrzeba samorealizacji.

Decyzję każdy podejmie sam. Oczywiście te rozważania dotyczą relacji jakie zachodzą pomiędzy wiarą, a samorealizacją zawodową.

Fenomen dr. House

Wystarczy trochę poszukać a znajdziemy mnóstwo informacji na temat jednego z najsłynniejszych serialowych lekarzy. Mnie interesuje, na czym polega jego fenomen. Jak człowiek odpychający, chamski, cyniczny może wywoływać, aż tyle skrajnych emocji? Jednocześnie jest nienawidzony i ubóstwiany. To wszystko dzięki specyficznemu podejściu do życia. Wszystkie jego decyzje na pierwszy rzut oka wydają się pozbawione sensu, aby później nabrać nowego znaczenia. Tak wygląda jego postępowanie w pracy. Każdy chciałby być, chociaż jeden dzień takim Housem. Przekroczyć pewne granice, które są nieprzekraczalne. Nie jest tajemnicą fakt o uzależnieniu Grega od vicodniu (silny środek przeciwbólowy). To czyni go jeszcze bardziej ludzkim. Bohater też ma wady a nie tylko same zalety. Istotnym elementem wpływającym na fenomen tego serialu jest ekipa lekarzy. Ciągłe spory i dominacja Grega to jest to, co przyciąga ludzi przed ekrany TV. Każdy z bohaterów tego serialu jest wyjątkowy na swój sposób. To z kolei jest doskonałą areną do potyczek słownych. I tu dochodzimy do sedna sprawy- HUMOR Housa. Dzięki tym tekstom ten serial i ta postać na stałe wpisała się do masowej kultury. Nie wyobrażam sobie życia bez Housa. Lubię ten typ humoru. Inteligentny, subtelny jednocześnie chamski, prostacki. Te wszystkie cechy łączy ta postać. Humor szczególnie jest widoczny w momencie kompletowania nowego zespołu (obecnie leci w TV). Każdy odcinek naszpikowany jest rewelacyjnymi tekstami i motywami. Moim ulubionym motywem jest sprawdzenie, co jest po drugiej stronie (będę o tym pisał) oraz porwanie gitary.
House jest genialnym materiałem do licznych analiz. Tyle, jeśli chodzi o samą postać. Wspomnę jeszcze o książkach związanych z serialem i "filozofią Housa". Są już dostępne na rynku.

czwartek, 6 stycznia 2011

Nowy Rok, a więc

Nowy Rok trwa już kilka dni, więc czas coś napisać. Nie mam specjalnych oczekiwań jeśli chodzi o 2011r. Ok, piszę maturę, mam egzamin na sędziego, trzeba pomyśleć o studiach. Trochę roboty się znalazło...
Ehh..co począć? Zakasać rękawy i do roboty ;) Ale jest tyle ciekawszych rzeczy, niż siedzenie nad książkami....Do maja jest trochę czasu, więc biorę się za sędziego. Ot, takie postanowienie. Realizacja jeden z pasji.