Wiara podobno czyni cuda. Wiara potężną ma moc. Wiara, wiara, wiara, wiara...Jest tylko pustym terminem wypaczonym przez lata. Ludzie od lat wierzą w różnego rodzaju zabobony, losy na loterii, Boga i inne rzeczy, w które winno się wierzyć. Przeanalizujmy temat szerzej: Czy wiara w czymś pomaga? Czy w takim razie nie-wiara jest zła?
Na pierwsze pytanie odpowiedź jest wręcz oczywista - Tak, wiara pomaga przetrwać kryzysy, pomóc zrozumieć jakieś niezrozumiałe fakty, staje się usprawiedliwieniem dla niemocy, gdyż wierzę, że będzie lepiej. Tu wyrasta mit siły sprawczej; jeśli będę wierzył, że coś osiągnę to na pewno tak się stanie. Otóż nie, jeśli nie zacznę pracować to nic nie dostanę, a tym bardziej nic się nie zrobi samo. Tu zaś wkracza kwestia nie-wiary czyli najogólniej mówiąc kwestia własnoręcznej pracy. "Nie wierzę, że samo się stanie wiec robię wszystko aby to osiągnąć." Niby oba terminy się nie wykluczają - można pracować i jednocześnie wierzyć. Tak nawet byłoby poprawnie. Zgodnie z naukami pobieranymi na różnych szczeblach edukacji. Pracuję i wierzę, wierzę i pracuję.
Wiara w pewnym stopniu zamyka nam drogę do sukcesu. Musimy przestrzegać reguł ustalonych w zamierzchłej przeszłości. Nie można grać nie fair, gdyż jest to złe. Co w tedy jeśli zagranie niezgodne z przepisami jest wręcz konieczne do osiągnięcia sukcesu? Zgodnie z naukami należy wtedy odpuścić i czekać, wierzyć.....Możliwe, że po 20 latach uda się osiągnąć upragniony cel. Albo zagrać tak jak wymaga tego świat.
Jeśli chodzi o kwestię zasad moralnych to każdy powinien takowe posiadać, lecz nie mogą one kolidować z dążeniem do sukcesu. Wg piramidy potrzeb Maslowa wysoką pozycję zajmuje potrzeba samorealizacji.
Decyzję każdy podejmie sam. Oczywiście te rozważania dotyczą relacji jakie zachodzą pomiędzy wiarą, a samorealizacją zawodową.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz