Kiedyś skoki przyciągały przed telewizory miliony widzów. Głównie za sprawą sukcesów naszego Orła z Wisły. I tak przez lata rodzili się eksperci odnośnie tej dyscypliny sportu. Dzisiaj skoki to podrzędny sport, który za miast przyciągać to odpycha (nie sam sport, lecz alternatywa w postaci innych programów). Wszystko dzięki skomplikowaniu punktacji. Ja nigdy nie byłem wielkim fanem skoków narciarskich. Oglądałem, bo Małysz wygrywał. Teraz po zmianach w przyznawaniu punktacji uważam, że ten sport osiąga dno. Pojawiły się punkty za "belkę" i "wiatr". W pierwszym przypadku to z im niższej rozpoczynasz tym masz więcej punktów dodatnich na starcie (oczywistym jest, że punkty ujemne ma skoczek rozpoczynający z wyższej belki). Z wiatrem chodzi najprościej mówiąc- wieje dobrze punkty minusowe. Jak wieje do dupy to punkty dodatnie. To wszystko się sumuje a następnie odejmuje czy dodaje- chuj to raczy wiedzieć.
Sam komentator powiedział przed zawodami ""proszę przygotować kalkulatory"". Pytam się, po co aż takie zmiany? Sport ma być zrozumiały i klarowny. W praktyce wygląda to tak. Skoczek skacze 210m na mamucie i zajmuje miejsce 20. Inny 185m i jest w pierwszej dziesiątce. Porąbane jak projekt ustawy. Nie mnie decydować o słuszności zmian. Z punktu widzenia przeciętnego widza to komplikuje i zabiera pewną radość z oglądania skoków. Pamiętam jak Małysz skakał to dmuchało się w ekran telewizora, aby miał lepszy wiatr. Teraz ta kwestia wymaga przemyślenia. Czy jeśli wiatr będzie "za dobry" to wtedy dużo straci. To lepiej nie "dmuchać" czy jednak "dmuchać"?! Co jest bardziej korzystne skakać z wyższej czy niższej belki startowej? Paranoja! Dlatego przestaje powoli oglądać skoki narciarskie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz