niedziela, 27 czerwca 2010

Niemiecka Niedziela

Najpierw GP Europy wygrywa Sebastian Vettel (Red Bull) a następnie Niemcy ogrywają Anglików.


Najpierw F1: Wyścig rozpoczyna się spokojnie. Na 10 okrążeniu Mark Webber zaliczył efektowny dzwon. Dołączył w ten sposób do elitarnej grupy, która wykonała 360 bolidem f1. Podczas wyjazdu SC dochodzi do dwóch przewinień. Pierwsze popełnia Hamilton (wyprzedza SC), kolejne to grupa zawodników (za wcześnie zjechali do pit lane). Dalsza część wyścigu nie była aż tak emocjonująca. No może dzięki Kobayashi'emu końcówka była emocjonująca. Warto nadmienić, że przejechał 53 kółka na jednym komplecie ogumienia. Kubica na 5. Miał pecha - Rubens i wszystko jasne. Tego sukinkota nie idzie wyprzedzić. Szkoła Ferrari robi jednak swoje. A właśnie czerwoni słabo. Jedynie Alonso starał się walczyć. Massa powinien dostać solidny ochrzan! Nie stara się.

Mecz: Pierdolony sędzia! MENDA!! Pierdolony sędzia! MENDA! Jak można nie uznać ewidentnie prawidłowo strzelonej bramki?! W Urugwaju chyba inaczej grają w PN. Oczywiście byłem za Anglikami! Niemcy, Niemcy oni zawsze wygrywają. To jest nudne. Ok mecz był piękny i te kontry. Gdyby nie ten sędzia to mecz wyglądałby zupełnie inaczej. 2 Bramki padły po kontratakach. No właśnie! Anglia grała ofensywnie, bo musiała odrabiać straty. A Niemcy tylko wykorzystali sytuacje, jaką dał los. Jestem pewien, że przy stanie 2-2 Anglicy graliby bardziej zachowawczo i spokojnie. To zaowocowałoby zwycięską bramką dla Anglików. A tak mieliśmy cholerny Blitzkrieg.

No dobra teraz Anglicy wiedzą, co my czuliśmy dzięki Webbowi. Ich Webb pochodzi z Urugwaju. Komu teraz będę kibicować? Anglicy byli moją drużyną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz