czwartek, 1 lipca 2010

Debata w cieniu spotkania

Słów kilka o debacie. Oczywiście mam swojego kandydata - Komorowski, ale mimo to postanowiłem obejrzeć debatę. Nie wiem, kto wygrał, bo nie byłem w stanie dotrwać do końca. Większej chały chyba nie da się zrobić. Przesłodzone, dziennikarze byli jacyś niemrawi (podejrzewam, że na ten dzień mieli inne plany, ale dyrekcja postanowiła inaczej). Poziom pytań poniżej krytyki. Jak do cholery ludzie mają wiedzieć, na kogo głosować? Zadaniem debat jest prezentacja kandydatów i ich wizji, ale nie ta oj nie... O ile pan Kaczyński odpowiadał przez "MY" - dziwne do tej pory myślałem, że prezydent to pojedyncze stanowisko.

Mały apel nie możemy pozwolić, aby pierwsza dama srała do kuwety są pewne granice. Przyjeżdża Obama i co proszę poznać oto pierwsza dama upsss.....Właśnie sra....Proszę czekać...

Zaliczyłem również spotkano z Sasami. Zajebiście fajnie jest spotkać zagraniczne twarze niewidziane tyle czasu. Działo się, działo, ale krótko cóż nie można mieć wszystkiego

"O żesz kurwa jego w dupę zapierdolona jebana mać - powiedział bosman, po czym zaklął szpetnie." ;]

- Sklep godziny poranne: Poproszę jagodziankę (klient)
- Z czym? (młoda sprzedawczyni)
- Z grzybami kurwa!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz