Zwykle lubię je robić. Tak chodzić po hipermarkecie bez celu, przeglądać kolejne wystawy. Dzisiaj było inaczej....To nie zmęczenie (wypiłem ponad litr Tigera i czuję się....Dziwnie (?)) ani brak chęci- Sam chciałem jechać. Może to przez wtorek. Zakupy robię w zwykle w drugiej części tygodnia. Zwiedziłem dwa hipermarkety. W obu przypadkach umierałem! To była istna droga przez mękę. Chciałem zniknąć na chwilę być w innym miejscu daleko od tego. Widok tych twarzy, obojętnych, skoncentrowanych na listach zakupów. Nienawidzę przedświątecznych dni i tego chaosu. Tego wkurwiającego tłumu. Tu kolejka, tam kolejka o znalezieniu miejsca na parkingu nie wspomnę! Jeszcze ta piosenka w radiu (Ta) oddająca idealnie charakter tego jebanego dnia.
Czy ktoś pamięta, co tak na prawdę świętujemy w te dni?? Tak tylko pytam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz