Nie opłaca się marzyć. Marzenia dostarczają tylko kolejnych rozczarować. Jak jesteś blisko zawsze, ale to zawsze coś się zjebie. Tak to już jest, więc, po co marzyć? Po co snuć jakiekolwiek wizje na przyszłość skoro i tak są skazane na niepowodzenie. Kiedy zdamy sobie sprawę, że z danego marzenia nici pojawia się ból. Tym mocniejszy im bardziej czegoś pragnęliśmy! Lepiej pójść w ślady rzymian....Rozumiem, co miał na myśli Rysiek Riedel. Jak człowiek przestanie marzyć to umiera- nie on, lecz jego dusza. Pewna jej część przestaje istnieć. No to jestem trupem. Może to przez brak marzeń śpię tylko 3-4h.
Wolę wytyczać sobie cele, które są w zasięgu chodź i tu zdarzają się porażki z tą różnicą, iż są o wiele mniej bolesne. Wynika z tego prosta zależność im więcej celów sobie wyznaczamy tym więcej się spierdoli. Dlatego na pytanie, o czym marzę teraz odpowiem- nie mam marzeń. Jaki mam cel- odpowiedź będzie banalna. Zdobyć wykształcenie i dobrze płatną pracę. Prosty cel nie marzenie.
Z definicji Marzenie – rozmyślanie o czymś pięknym, o zrealizowaniu pragnień. Cel natomiast definiowany jest jako efekt, na którego ukierunkowana jest czynność, zachowanie celowe.
Sensowniej jest być trupem niż łudzić się i czekać naiwnie na realizację marzeń. Życie to nie serial. W nim nie można liczyć na dziwne sploty okoliczności na jakiegoś fuksa. Jedynym pewnym środkiem jest praca.
Ciekawi mnie tylko jedno czy marzenia są związane z wiarą? Jeśli tak to czy ja wierzę czy tylko sobie wmawiam wiarę? Kolejne słowa Ryśka " [..] Każdy ma swojego anioła. Każdy ma i będzie go miał" Widocznie mój wyjechał na urlop. O tym innym razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz