wtorek, 27 kwietnia 2010

Przez 2 dni wydarzyło się tyle, co nigdy

Wydarzyło się sporo, myślę, że nikt się tego nie spodziewał. Jak zawsze będzie chronologicznie i po koleji.


W poniedziałek dotarła do mnie informacja o wypadku, który miał miejsce w piątek. Po krótce: baba od rachunkowości (ta od wiecznych problemów) miała wypadek- rozwaliła się na motorze! Pierwszą reakcją była radość. Nie wiem, czemu, ale to właśnie jako pierwsze przyszło mi do głowy jebana radość- może jestem faktycznie zły? O wypadku poinformował nas brat kumpla pracujący na "eRce". Jak to ładnie powiedział "[...] Pozbierali ją i ma przekazać reszcie, że nie będzie lekcji" Efektem wojaży na motorze jest brak pierdolonej rachunkowości do końca roku!!! Nadmienię tylko, iż pani profesor żyje i jest tylko potłuczona (coś z barkiem)

We wtorek miała miejsce lekko poważniejsza akcja narkotyczna. Na przerwie kila osób poszło wypróbować bongo. Pech chciał, że natknęli się na faceta z historii (a historyka mamy znającego się na rzeczy)...I zrobił się dym: dyrektor, policja, nerwy... "M. jak sądzisz czy oni na prawdę palili?"- Pytanie od wychowawcy. "Nie...Ja w to nie wierzę....Jak #% twierdzi, że to tytoń to musi to być tytoń...." Akcja zakończyła się oczyszczeniem z zarzutów. Policjanci okazali się nawet sympatyczni.

Kolejną atrakcją był mój powrót na boisko piłkarskie na wf. Tego mi brakowało- powrót obrońcy numero uno. Wślizg za wślizgiem. Brutalnie, bez kompromisów, zwycięstwo!! Muszę częściej grać w nogę! Tylko, dlaczego kurwa nogi tak bolą?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz