Tak sobie myślę, po co one w ogóle są? Każdy człowiek w obecnym świecie używa tylko kilku podstawowych uczuć. Najpopularniejsze to gniew, smutek, czasami radość oraz nowy twór, czyli załamka. Z historii wiemy, że istnieje wiele stanów emocjonalnych. Tyle, że zostały wyparte przez nową obyczajowość współczesności. W natłoku codziennych zajęć zapominamy okazywać owych emocji. Relacje często sprowadzają się do przysłowiowego "cześć" i koniec. Smutne?....Nie. Niby, po co człowiekowi takie skomplikowane uczucia (emocje)? Dzisiaj liczy się przede wszystkim siła. Siła polegająca na nieokazywaniu żadnych emocji. OK ok... dopuszczalne są pewne odstępstwa od zasady, lecz niewielkie.
Okazując emocje zdradzamy swoje przywiązanie do pewnych spraw czy też innych rzeczy. Co za tym idzie możemy zdradzić swoją słabość. Ja już dawno zapomniałem, jakie są prawdziwe emocje (uczucia). Wszystko zostało sprowadzone do poziomu współczesnego świata. Złego kapitalizmu. Wszystko jest na sprzedaż. Ktoś powie pojebane. Ja odpowiem. Tak, bo tak wygląda współczesność. Ciężko znaleźć ludzi, którzy pokazali swoje prawdziwe "ja". Prawdzie "ja" umiera śmiercią naturalną. Zostaje wypchnięte przez nowe style kulturowe.
Ludzie bez umiejętności okazywania uczuć stają się powoli normą. Uważam, że może to być sposób obrony przed trudnym chujowym światem gdzie rządzi kasa. Wartości takie jak Bóg schodzą na kolejny plan. Przynależność do jakiegokolwiek ruchu wspólnotowego (religijnego) tez wiąże się z pewnego rodzaju wyzwaniem. Lecz o tym, kiedy indziej......
"Rzucone kości, twarz smutku i radości
Oczy które pragną dobra i miłości
Znają ten puls, ten rytm, ten smak
Wyzysk ulicy który dzisiaj sięga dna"-Ile jeszcze.....
To straszne co napisałeś... Uważasz, że brak umiejętności okazywania uczuć jest cechą pozytywną, bo jest sposobem na obronę przed trudami współczesnego świata?
OdpowiedzUsuńLudzie boją się okazywać uczuć, otwierać się, bo wtedy stają się bezbronni. Komuś trzeba jednak zaufać, bo inaczej można zwariować. To tak jak rycerz, który podczas bitwy jest schowany za grubą, płytową zbroją, ale gdy wraca do domu, do bliskich, to zdejmuje ją, mimo, że bez niej może zginąć. Jest jednak wśród swoich, ludzi którym ufa i nie boi się, że coś mu się tam stanie.
Straszne? Może, lecz do tego zmierzamy.
OdpowiedzUsuńCo do rycerza to zawsze ma swój miecz w zasięgu ręki...
Miecz? Może i ma, ale nie myśli, żeby go użyć. Jeżeli ktoś w kontaktach towarzyskich cały czas "trzyma rękę na mieczu", to nie jest zdolny do stworzenia trwałych więzi, moim zdaniem.
OdpowiedzUsuńI tak tworzy się prawdziwe perpetuum mobile. Napędzające to wszystko.
OdpowiedzUsuń